12 listopada 2014

Zagłosuj na nieznanego Ci kandydata

Co jakiś czas odbywają się wybory. Tak to już jest w tej demokracji, że mamy możliwość decydowania o przyszłości naszego miasta i państwa. Ulice są zapełnione kampanią wyborczą lewicowych partii, prawicowych partii oraz bezpartyjnych grup, które wszystkie mają jedną wspólną cechę. Mianowicie większość ludzi w życiu nie słyszała o ich kandydatach.

Jest jedna rzecz, które mnie irytuje, kiedy widzę dziennie dziesiątki banerów kandydatów do rady miasta, bądź tych bardziej odważnych - na prezydenta. I nie, nie przeszkadza mi ich ogromna ilość tak bardzo, jak sposób, w jaki prezentują się osoby kandydujące. Zacznijmy od jednego prostego, wydaje mi się powszechnie znanego, aspektu. Nie każdy się interesują regionalną polityką do takiego stopnia, by wiedzieć kim do cholery ten czterdziestolatek z zbyt wielkim wąsem jest, z którymś tam  numerkiem na jakiejś tam liście.

Według mnie kampania wyborcza powinna być czymś więcej niż zdjęciem profilowym, podstawowymi informacjami i kiepskim hasłem. Kampania powinna być jak strona o mnie na blogu, jak CV, jak dobra reklama, która mi przede wszystkim pokarze jakie korzyści będę miał, wybierając panią Elżbietę, zamiast pana Rafała, do którego mnie chcą przekonać nauczycielki z prawicowymi poglądami. Czego się dowiem, patrząc na słowa dobre decyzje dla dobrej Bydgoszczy? Tyle, że ma dobre intencje - jak z resztą podobno każdy członek partii, do której się dostał po wpłaceniu kilku tysiaków.

Nie każdy ma czas oraz chęci, by pogrzebać w internecie i poczytać trochę na temat kandydatów do rady swojego miasta. Podczas wybierania mam się czym sugerować? Tym jakiej czcionki użyłaś w swojej kampanii? Tym, że ładnie sobie ułożyłeś fryzurę do zdjęcia? Patrząc na kampanię np. Obamy od razu mi się rzuca w oczy mocne hasło. Widzę osobę, która za wszelką cenę chce coś zmienić. Kiedy patrzę na naszych bydgoskich kandydatów, to widzę bandę polityków, którzy nie do końca sami wiedzą co nam mogą obiecać.

Jeśli te osoby nie potrafią siebie efektywnie sprzedać, to jak mają sprzedać dobrze nasze miasto lub kraj? Nie jestem osobą, która zbytnio adoruje Stany Zjednoczone, ale podziwiam siłę, z jaką umieją siebie zaprezentować. Marzę o kandydacie, który otwarcie podejdzie do mieszkańców i pokaże im co ma do zaoferowania. Który z energią wejdzie w swoją kampanię, przekonując ludzi do siebie swoją charyzmą. Ale nie - jedyne co widzę, to banery. Wieje nudą i brakiem pomysłu na siebie, prawda?

Wybory w naszym mieście przypominają kandydaturę więźniów, którzy przez zakład z kolegami z celi postanowili zostać prezydentem, ale przez bycie uwięzionym nie mogą nic robić, jak tylko walnąć szybki projekt w paincie i go wywiesić wszędzie. Polityką się nie interesuję, tak jak pewnie duża część uprawnionych do głosowania ludzi, którzy w ten choć minimalny sposób chcieliby decydować o przyszłości miasta/państwa, w którym żyją. W Niemczech tacy ludzie też są, a co ciekawe - nawet tu w Bydgoszczy się dowiedziałem o kandydaturze jednego polityka na prezydenta Hamburga. Dlaczego? Bo potrafił to zrobić porządnie.

Jeżeli jakiś polityk to kiedyś przeczyta (czy politycy czytają blogi?), jeżeli jacyś czytelnicy tego wpisu zamierzają kiedyś kandydować - proszę, zróbcie to w zajebisty sposób. W tak zajebisty sposób, że Paweł Tkaczyk poświęci następny wpis wam, a o waszej kampanii usłyszą poza regionem, który was interesuje. Zróbcie wielkie Boom.

Jeżeli spodobał Ci się post i chcesz więcej, to kliknij tutaj, aby polubić mojego fanpage'a. Dowiesz się na nim szybciej od innych o nowych wpisach i sprawisz, że ten jeszcze skromny blog stanie się o mały procent popularniejszy niż wcześniej. Miłego dnia! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz