6 listopada 2014

Hey, nie rób tego #2 szpilki i popisy

Dla nowych - Hey, nie rób tego to cotygodniowy cykl o grze, w którą się bawię w ciągu dnia. Zamiast ryzykować stratę czasu na rzeczach, na które nic nie poradzę, to daję sobie spokój... a potem piszę o nich na blogu. A więc czas ponarzekać na to, co ludzie robią w naszym świecie, pełnym lekkomyślnych trendów, demonów i Anny Grodzkiej.

Hey, nie rób debilnych pranków, w których ryzykujesz własne życie. W necie bardzo popularne są pranki. Filmiki z nimi mają miliony wejść i cieszą się dużą oglądalnością. Najbardziej powalone jest jednak pomysł zrobiona kawału w amerykańskich gettach. Osoby, chude jak ja, idą w najbardziej niebezpieczne dzielnice swojego miasta, pytając się czy nie chcą kupić spluwy. Nagle trójka gangsterów wyjmuje prawdziwą broń, a prankster, który przed chwilą pewny siebie jak Putin podczas obiadu z Tuskiem, sra dalej niż widzi, tłumacząc, że to tylko żart. Bardzo zabawne.

Hey, nie popisuj się przy dziewczynach. Tyczy się mężczyzn, z którymi jeszcze chwilę temu można było fajnie pogadać, aż tu nagle do konwersacji się dołączyła grupa atrakcyjnych dziewczyn. Ja rozumiem - dobre pierwsze wrażenie, próba zaimponowania, instynkt zakorzeniony w męskich genach od czasów prehistorycznych, blablabla... i tak Cię nie polubią. Szczególnie jeśli zaczniesz odpowiadać na każde zdanie wobec Ciebie ripostą. To nie 8 Mila, żebyś miał punchline na wszystko. 

Hey, nie puszczaj muzyki na całe osiedle. Nawet jeżeli to będzie moja ulubiona piosenka. Nawet jeżeli to będzie najnowszy płyta Tkaczyka - nie dręcz innych swoim gustem muzycznym. To jest porównywalne z wciskaniem innym na silę, że ten gatunek muzyczny jest lepszy od twojego. Ureguluj głośniki na taką głośność, żebym w całym twoim domu było słychać, lecz nie na całej dzielnicy. Szczególnie jeśli to rap, którego przesłanie równie dobrze mógłby oddać pacjent z psychiatryka. 

Hey, nie dmuchaj mi dymem z e-papierosa w twarz. Wiem, może się wydawać, że chuchnięcie truskawkową mgiełką nie jest porównywalne z dymem czerwonego Malboro. No nie jest. Istnieje za to pewne nieporozumienie wśród e-palaczy. Nie przeszkadza mi zapach, który się roznosi wokół mojej facjaty - przeszkadza mi sam fakt, że uważasz to za stosowne. Dmuchnij, jak Cię o to poproszę.

Hey, nie chodź publicznie w szpilkach, póki się nie nauczysz. Tyczy się kobiet, które naprawdę myślą, że nie widać, jak ich kostki przechodzą męki, wyginając się w lewo i prawo przez to, że nie potrafią chodzić w szpilkach. Gdybym ja był na ich miejscu, to tyrałbym swoje kostki w domu, chodząc całe dni po nim w szpilkach tak chudych, że mógłbym nimi precyzyjnie przeprowadzić operację plastyczną, aż bym się nauczył tańczyć w nich breakdance'a.

To tyle na dziś. Pograjcie ze mną w Hey, nie rób tego - następnej światowej sławy gry, do której nie potrzeba rekwizytów. Komentarze należą do was, a ja idę pochodzić w szpilkach.

Jeżeli spodobał Ci się post i chcesz więcej, to kliknij tutaj, aby polubić mojego fanpage'a. Dowiesz się na nim szybciej od innych o nowych wpisach i sprawisz, że ten jeszcze skromny blog stanie się o mały procent popularniejszy niż wcześniej. Miłego dnia! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz