28 października 2014

Ludzie internetu

Mamy to szczęście, że żyjemy w czasach, w których internet już istnieje. Tak przynajmniej mi się wydaje i jestem pewien, że większość z nas uważa tak samo. Pomiędzy bezwartościowymi stronami, na których lubimy nasz czas również marnować, powstała masa rzeczy, które nam ułatwiły wiele aspektów naszego życia. Wiecie co - internet to całkiem zajebista sprawa.

Od kiedy internet się tak rozwinął komunikacja stała się o wiele łatwiejsza. Kiedyś czekało się kilka dni na odpowiedzi do pytań, które zadaliśmy w liście. Mimo, że priorytet, to i tak 2 dni wyrywaliśmy sobie włosy z głowy, myśląc o tym, czy listonosz za chwilę stanie przed naszymi drzwiami, informując nas o poczcie dla nas. 

Teraz nie tylko możemy ze sobą pisać - możemy nawet siebie widzieć podczas rozmowy. Mega sprawa. Skype nie tylko uratował dupę związkom na odległość, ale i spotkaniom biznesowym, które trzeba było szybko zaaranżować. Kiedy słyszę wypowiedzi starszych osób typu kiedyś się budowało relacje wychodząc na piłkę, a nie siedząc przed ekranem, to szyderczo się uśmiecham pod nosem. 

Teraz też się wychodzi na piłkę, tylko przed tym się zwykle umawiamy za pomocą Facebooka. Taki fejs nam w sumie pozwala dowiedzieć się więcej na temat humoru, gustu muzycznego, zainteresowań itp. drugiej osoby, niż dałoby radę na pierwszym, krótkim spotkaniu. Jeszcze mi nawet przypomina o urodzinach moich znajomych - taki milusieńki. 

Jeśli chodzi o realizowanie się i dzielenie się swoją twórczością, to ludzie internetu też mają lepiej. Ciekawe ilu malarzy, grafików, rzeźbiarzy itd. byśmy teraz znali gdyby nie Behance. Ciekawe ilu Youtuberów siedziałoby przy biurko, robiąc papierową robotę, zamiast zarabiać miliony na tworzeniu filmików, które są rozrywką dla równie wielkiej ilości oglądających. Ciekawe ile utalentowanych fotografów mogłoby się podzielić swoją twórczością z takim ogromem ludzi bez chociażby Flickr'a. 

Docieranie do informacji na jakikolwiek temat też jest o niebo prostsze. Może i lubię hipsterstwo, ale chodzenie do miejskiej biblioteki, aby zdobyć parę informacji z encyklopedii, liczącej ponad 500 stron, nie bardzo mnie jara. Ciągłe grzebanie w słowniku, by poznać definicje jednego słowa też może być irytujące. Wolę przeszukać przez dwie sekundy internet. 

Jasne, trzeba znać granice. Gadają o tym przy instalowaniu przeglądarek, w szkole na lekcji informatyki, w telewizji. Chociaż w telewizji, to chcą raczej oderwać ludzi od komputera i przyciągnąć na wygodną sofę, na której tak przyjemnie przecież można robić sobie z mózgu bigos, oglądając najnowszy odcinek Szkoły, który z resztą też jest dostępny na stronie internetowej TVN'u. Internet to suka, której wszyscy wysyłamy wirtualnego buziaka - co nie?

Jeżeli spodobał Ci się post i chcesz więcej, to kliknij tutaj, aby polubić mojego fanpage'a. Dowiesz się na nim szybciej od innych o nowych wpisach i sprawisz, że ten jeszcze skromny blog stanie się o mały procent popularniejszy niż wcześniej. Miłego dnia! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz