2 maja 2014

Dziwne gatunki muzyczne

https://www.flickr.com/photos/frf_kmeron/5195656588 Jak jestem zmęczony i chcę odpocząć, gdy mam robotę i potrzebuję dobrej muzyki w tle, wtedy włączam sobie na YouTube kanał Majestic Casual. Jest na nim muzyka, powiedzmy, chillowa. I choć opisywanie klimatu piosenek jest proste, to nazywanie gatunku jest już trudniejsze. W ten sposób wpadłem na pomysł, by przedstawić wam najdziwniejsze gatunki muzyczne, na które kiedyś przypadkiem wpadłem.

1. Nintendocore - metalcore z elementami muzyki 8-bit. Gitary elektryczne, perkusje i inne instrumenty ze sceny heavymetalowej połączone z bitami z gier wideo. Wyobraźcie sobie, że dochodzicie do ostatniego poziomu i czeka już na was tzw. endboss - właśnie taka muzyka powinna lecieć wtedy w tle. Jest to to, czego Mario słucha gdy jest wkurwiony, gdyż znowu porwali księżniczkę.



2. Lowercase - muzyka łącząca ambient i minimalizm. Ambient się skupia bardziej na dźwiękach, niż na nutkach. Lowercase też się skupia na dźwiękach, ale w sumie... nie ma zbyt wielu dźwięków. Jest to praktycznie cisza, którą przerywają różne odgłosy. Przedstawiciel tego gatunku Steve Roden wydał kiedyś piosenkę, w której słychać oddechy o różnych długościach. Nie wiem co on bierze, ale stawiam na coś mocnego typu metamfetamina.



3. Unblack Metal - czyli metal dla hipsterów. Nie różni się brzmieniem od zwykłego metalu. Osoby, które nie słuchają muzyki metalowej powiedzieliby, że za wokalami i tzw. growlami kryją się słowa skierowane do szatana. Ludzie, którzy jednak rozumieją słowa piosenek z tego gatunku powinny się zdziwić. Unblack Metal wielbi Jezusa, chrześcijaństwo, kościół itd. Zgaduję, że zaczęło się od księdza, który lubił mocne brzmienia, lecz nie wypadało ich łączyć z religią. Pewnego dnia jednak stwierdził, że ma to w dupie i stworzył swój własny gatunek, wciąż propagując Boga. 



4. Wizard Rock - rock dla fanów Harry'ego Pottera. Nazwa mówi sama za siebie. Zespoły śpiewają w swoich utworach o czarodziejach i czarownicach. Brzmienia nie różnią się niczym od rocka, za to przesłanie jest całkiem ordynarne. Ballady o ludziach z różdżkami i Gollumie - czego chcieć więcej?



5. Bubblegum Dance - pamiętacie dyskoteki w przedszkolu/podstawówce? Właśnie do tego szajsu tańczyłem jak byłem młodszy. Będąc na wakacjach zawsze wieczorem odbywało się tzw. mini disco, na którym się gibałem z siostrą do kaczuszek i innych durnowatych pod względem lirycznym piosenek. Jest to muzyka, do której tańcząc wygląda się jak ośmioletnia córka Obamy, bądź jak ktoś, kto za dużo eksperymentował z ekstazą. Ka ku ta!



Mam nadzieję, że wam przybliżyłem kilka gatunków. Może nawet jakiś polubicie albo już adorowaliście wcześniej. Ja idę teraz potańczyć do Calcutty.

3 komentarze:

  1. Bardzo oryginalny post. Duży plus za krótkie opisy, są one o wiele lepsze niż rozwiązłe wywody, które sprawiałaby, że post czyta się godzinę. A tak to czytelnik jest zaciekawiony i zaspokojony przypływem nowej wiedzy na temat mniej znanych gatunków muzycznych. :)

    zapraszam do siebie: http://hairdryer-gonna-dry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Calcutta i Steve Roden lądują na mojej playliście - jestem rozłożona na łopatki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Steve Roden w innej piosence szeleści papierem. Może to Ci się jeszcze spodoba? ;)

      Usuń