5 grudnia 2014

Recenzja "Za jakie grzechy, dobry Boże?" - kicz połączony z rasizmem

Wybraliśmy się z klasą do kina. Nie zapłaciliśmy wiele, bo jedynie dziesięć złotych, aby spędzić piątkowe południe w kinie, a nie w szkolnych murach. Gdybym jednak mógł cofnąć czas albo chociaż poprosić o zwrot pieniędzy, byłoby miło. Straciłem półtorej godziny cennego czasu na obejrzenie filmu, który prawdopodobnie został wymyślony przez amatorów. Z resztą, pozwólcie,  że wam opowiem co nieco o nim.

W internecie krążyły słowa o nim "Najlepsza francuska komedia od czasów Nietykalnych". Szczerze, ten film może robić Nietykalnym co najwyżej loda, bo to, co zostało nam puszczone nie dorastało im nawet do pięt. Slogan, w który zaopatrzono jednak tę komedię nas przyciągał, więc się skusiliśmy na nią pójść. Z tej strony brawa do panów z działu marketingu - udało wam się zarobić na badziewiu.

W skrócie - film jest o francuskiej rodzinie, w której rodzice są dość, powiedzmy konserwatywni, zachowując stare poglądy na temat ras, co się objawia rasistowskim nastawieniem wobec zięciów, za których po kolei wychodziły ich córki. Pierwsza wyszła za Żyda, druga za Araba, a trzecia postanowiła wziąć ślub z Chińczykiem. Ich ostatnią nadzieją jest więc najmłodsza córka, która sobie częściowo znalazła mężczyznę, spełniający oczekiwania rodziców. Koniecznie musiał być katolikiem, jak to w konserwatywnej rodzinie przystało. Może i jest katolikiem, ale czarny. I tada! Mamy tęczę, która staje się monotonnym motywem filmu. 

W Nietykalnych też pojawiały się wątki rasistowskie, jednak nie składał się wyłącznie z nich. Od pierwszych minut czułem ból dupy wobec tego filmu, głównie z powodu prostoty oraz ograniczonej, zbyt przewidywalnej fabuły. Wystarczyło zobaczyć pierwszy kadr, usłyszeć pierwsze dwa zdania nowej sceny i już wiedziałem jak się skończy. Do tego dochodziło stereotypowe żarty, które wyjątkowo śmieszyły pani za mną. Może problem polegał na tym, że żarty były zbyt oczywiste, oklepane, tak słabe, że się płakać chciało. Naprawdę miałem wrażenie, że scenariusz pisano na siłę, jakby autorowi trzymano pistolet przy skroni, który by wystrzelił jeśli w następnym akapicie nie pojawi się rasistowski wątek. 

Film odniósł jednak sukces. Ponad 12 milionów obejrzeń w samej Franci robi wrażenie. Niestety na mnie nie zrobił, ani na osobach, z którymi potem miałem okazję porozmawiać. Temat filmu męczył mnie bardziej od sprawdzianu z matematyki. Gdybym miał wybrać między ponownym obejrzeniem a napisaniem sprawdzianu z wielomianów, to wybrałbym nawet logarytmy, aby uciec od kiczu, który prześladował kinową salę. Ode mnie trzy razy nie. Chcę moją dychę z powrotem.  

Jeżeli spodobał Ci się post i chcesz więcej, to kliknij tutaj, aby polubić mojego fanpage'a. Dowiesz się na nim szybciej od innych o nowych wpisach i sprawisz, że ten jeszcze skromny blog stanie się o mały procent popularniejszy niż wcześniej. Miłego dnia! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz